Proszę mnie przytulić

„Czy wiecie, jaki jest najlepszy sposób na udany dzień? Pewnego dnia Tata Niedźwiedź zdradził w sekrecie Niedźwiadkowi, że wystarczy…” co wystarczy zdradza tytuł książki.

Od książek jestem uzależniona. Od ich posiadania, oglądania i czytania. Uwielbiam. Cieszę się, że i moje dziecko docenia ich wartość. Często sam siada w swoim fotelu bujanym i czyta bądź przegląda książkę.

Czytaj dalej „Proszę mnie przytulić”

Reklamy

Kalendarz adwentowy

Do kalendarza adwentowego zabierałam się drugi rok. W zeszłym mi nie wyszło. W tym tak!

Podobno to XIX-wieczny wynalazek niemieckich luteran. Odlicza się w nim dni do Bożego Narodzenia. Jak sama nazwa wskazuje jest to kalendarz ADWENTOWY, odliczamy dni adwentu, których w tym roku wcale nie jest 24! Niespodzianka? Nie 😉 w tym roku adwent ma 22 dni, zawsze ma 4 niedziele (rozpoczyna się dziś – w niedzielę 3.12.). Z dzieciństwa kojarzę adwent z robionymi dla nas przez rodziców lampionami i wyjściami na wieczorne msze roratnie. To były czasy! Ciekawe, czy moim dzieciom przyjdzie tego kiedyś uraczyć.

Wróćmy do kalendarza. Pomysł zrodził się, ponieważ postanowiliśmy ciąć koszta dnia codziennego, czasu spędzamy ze sobą niewiele- głównie poświęcając go na obowiązki, a przede wszystkim to nasze pierwsze wspólne święta, takie, że będziemy tylko my. Trochę smutne, bo zawsze było tłoczno, gwarno i wśród bliskich. W tym roku zostaje nam Skype. Uwielbiam Święta Bożego Narodzenia! Chcę i by bliscy pokochali ten czas!

Podzielę się z Wami moimi pomysłami na nasze aktywności. Przeglądałam sporo inspiracji na pinterest. Szukałam rodzinnego kalendarza adwentowego zawierającego tylko wspólne aktywności. Nie jest to łatwa sprawa. Weekendów jest tylko kilka, a w tygodniu czasem trudno znaleźć chwilę, by coś razem zrobić. Mam to szczęście, że mój mąż będzie miał wolne kilka dni przed świetami, co daje więcej wspólnych dni!

Czytaj dalej „Kalendarz adwentowy”

Wizyta u fryzjera

Często chodzicie do fryzjera? Ja rzadko. Bardzo rzadko. Nie lubię. Zazwyczaj kończy się rozczarowaniem i płaczem oraz żalem, że wydałam grube miliony a mogłam iść kupić farbę w sieciówce i sama zafundować sobie lepszy efekt. Przynajmniej kieszeń nie byłaby taka pusta. W Polsce za włosy zostawiałam setki złotych, by usłyszeć, że efekt jest booooskiiii, a moje włosy były ohydne i teraz powinnam się cieszyć. A, że kolor wyszedł inny? No cóż, moja wina, bo takie mam włosy. Mistrzem gadki na fryzjerskim fotelu też nie jestem. Zawsze mnie zastanawiało skąd w ludziach ta otwartość do opowiadania o swoich bardzo bliskich przed obcymi. Równie zastanawiające było, że fryzjer/fryzjerka wcześniej ochoczo rozmawiająca z klientką, po jej wyjściu z salonu, jeszcze chętniej ją obgadywała czy wręcz wyśmiewała. Wolę siedzieć cicho. Poczytać, co w internatach piszczy. Pech/fart, że w końcu znalazłam odpowiedni salon fryzjerski w Poznaniu! Jeden jedyny, gdzie czułam się dobrze, moje włosy faktycznie wyglądały olśniewająco, nikt nikogo nie obgadywał. Polecam! Łapcie link do ich strony.

Dziś jednak nie o nich….

Czytaj dalej „Wizyta u fryzjera”

Délicieux

Bon appétit des amis!

Czyli oto jest, pierwszy przepis na eduhibou. Cieszycie się? Będzie smakowicie. Rozsiądźcie się wygodnie i szykujcie do oblizywania.
Danie szybkie w przygotowaniu. Całość zajęła ok.30 minut. Króciutko, prawda?
Ale to nie gwóźdź programu! SYROP KLONOWY. Nie spodziewałam się, że mogę wykorzystać ten składnik w wytrawny sposób. Vinaigrette delikatnie szczypie w język równocześnie pieszcząc podniebienie słodyczą. Doskonale nadał się do sałatki oraz jako baza do zamarynowania kurczaka!

Sałata z makaronem i klonowo-balsamicznym vinaigrette

 

Czytaj dalej „Délicieux”

Muzeum Czekolady

W sobotę z okazji naszych imienin wybraliśmy się na spacer i lunch w mieście. Dla mnie to duże wydarzenie! Odkąd przyjechaliśmy do Quebec w lipcu, nie mieliśmy czasu na spokojny spacer po mieście. Cóż na całą imigrancką biurokrację można sporo narzekać, ale Quebec City jest naprawdę pięknym miejscem! Spacer jest przyjemnością i latem i zimą. No, może zimą pod warunkiem posiadania czegoś ciepłego do picia pod ręką.

Czytaj dalej „Muzeum Czekolady”

Nasze pierwsze halloween

I oto się stało! Wyszłam na ulice wraz z rodziną i od domu do domu kołatałam do drzwi. Nasze przygoda z tegorocznym halloween rozpoczęła się wcześniej. Kilka tygodni wcześniej. Najpierw Mój Szanowny Mąż kupił strój dla Naszego Szanownego Dziecia. Od tego wydarzenia powoli zaczęły do mnie spływać informacje, jak wygląda halloween w regionie. Szok i niedowierzanie to pierwsze, co mi towarzyszyło. Nie jestem zwolenniczką tego „święta”. Straszenie dzieci? Charakteryzowane je na truposzy, zombiaczy i tym podobne? A do tego robienie komuś syfu pod oknem tylko dlatego, że nie dał cuksa albo dał jednego? Nie. Nie przekonuje mnie to.
I okazało się, że świetnie trafiłam!

Halloween

Czytaj dalej „Nasze pierwsze halloween”